sobota, 10 marca 2018

Rajska ekstaza lepsza niż seks, czyli jak sprzedać kosmetyk...

     Długo się zastanawiałam, czy popełnić dzisiejszy wpis, czy go sobie odpuścić. Po raz kolejny biorę na tapetę klasyki, o których napisano / nakręcono / powiedziano już wiele. Czy ktokolwiek potrzebuje jeszcze mojej recenzji do kompletu? Wątpię. Nie mniej postanowiłam dodać coś od siebie, choćby na wypadek, gdyby kiedyś w przyszłości dopadła mnie amnezja i gdybym zapragnęła wrócić do któregoś z dzisiejszych bohaterów.

     Będzie o tuszach, które w swoim czasie wzbudziły sensację. Pierwszy był drogi i obiecywał, że jest "lepszy niż seks". Drugi był drogeryjnym odpowiednikiem pierwszego i zapowiadał rajską ekstazę. Może jestem dziwna, ale już mi bokiem wychodzą seksualne nawiązania w nazwach kosmetyków. Wolałabym normalnie nazwany produkt, który w 100% spełniłby moje oczekiwania, zamiast tabunu połowicznie skutecznych "seksów, orgazmów i głębokich gardeł".




     No dobrze, przejdźmy do sedna. Bohaterami dzisiejszego wpisu są dwie maskary:
- Better Than Sex marki Too Faced
- Paradise Extatic marki L'Oreal


Na pierwszy ogień oryginał, czyli Better Than Sex od Too Faced





Dostępność:
Sieć Sephora oraz sklepy internetowe i stacjonarne mające w ofercie produkty Too Faced.

Cena:
Pełnowymiarowe opakowanie kosztuje 105 zł. Miniaturka 49zł

Pojemność:
Pełnowymiarowe opakowanie: 8ml / 0,27 fl oz
Miniaturka: 3,9g / 0,13 fl oz

Trwałość:
6 miesięcy

Opakowanie:
Perłowo-różowe, o nieco metalicznym wykończeniu. Czarne napisy. Dość klasyczne, dziewczyńskie. Przywodzi mi na myśl opakowanie perfum Agent Provocateur. Ktoś pamięta jeszcze te oldschoolowe różowe jajka?




Szczoteczka:
Typowa, jak u produkowanych dawniej maksar, dość pierzasta, w kształcie klepsydry. Świetnie rozprowadza tusz na rzęsach, rozczesuje je i z mojej perspektywy bardzo usprawnia aplikację - przydatne zwłaszcza gdy zależy nam na czasie.

Aplikacja i działanie:
     I tu zaczynają się schody, skargi i uwagi. Bo jakkolwiek efekt na rzęsach jest zachwycający i niesamowicie mi się podoba to, co ów tusz robi z moimi oczami, to nad dwiema rzeczami nie jestem w stanie przejść do porządku dziennego. 
     Pierwszy problem zaczyna się już na etapie aplikacji, a jest nim osypywanie się drobinek tuszu przy nakładaniu go na rzęsy. Która z nas ma ochotę na ogarnianie czarnych ciapek pod oczami śpiesząc się rano do pracy czy szkoły? Z pewnością nie ja. Denerwuje mnie też to, że w miarę upływu czasu tusz dalej kruszy się i osypuje. Nie jest to jakaś hardcorowa panda, ale jak płacę za coś tyle ile życzy sobie producent, to mam prawo oczekiwać trwałości!
     Druga rzecz idzie w parze z pierwszą - rozmazywanie. Nie mogę polegać na tej maskarze, bo wystarczy odrobina deszczu, czy łzawiące oko i zaciek gotowy. To z mojej perspektywy dyskwalifikuje maskarę, bo tak się składa, że nie tylko mam problem ze łzawiącymi oczami, ale i noszę soczewki, więc potrzebuję czegoś, na czym mogę polegać. Rozumiem, że wersja, którą posiadam nie jest wodoodporna, nie mniej drogeryjne tusze z Maybelline biją ją na głowę pod względem trwałości, a są trzy razy tańsze.




Czy polecam:
Nie. Owszem, daje piękny efekt tuż po nałożeniu na rzęsy. Mało który tusz zapewnił mi tak gęste i długie "firanki", jednak osypywanie się i rozmazywanie przesądzają o tym, że nie będę do niego wracać. Nasuwa mi się też taka refleksja, że jeśli zdaniem twórcy, ta maskara jest lepsza od seksu, to prawdopodobnie należą mu się bardzo gorące i serdeczne wyrazy współczucia.



Drugi w kolejności jest drogeryjny zamiennik: L'Oreal Paradise Extatic





Dostępność:
Produkt ogólnodostępny (drogerie stacjonarne i internetowe)


Cena:
W internecie ceny zaczynają się od 34 zł, przy czym trzeba doliczyć koszty wysyłki. Po zsumowaniu daje to około 40-50 zł

Pojemność:
6,4 ml




Trwałość:
Brak danych, jednak jest to jeden z tych tuszy, który bardzo szybko wysycha, więc trzeba go wymieniać średnio co miesiąc-dwa.

Opakowanie:
Bardzo mi się podoba! Kolorystycznie na pograniczu brzoskwini i rose-gold. Tuba dość minimalistyczna, zakrętka metaliczna, białe delikatne napisy. Nie mam się do czego przyczepić.




Szczoteczka:
Sporej wielkości, klasyczna, pierzasta, minimalnie zwężona w środkowej części. Bardzo dobrze nakłada tusz i rozdziela rzęsy.

Aplikacja i działanie:
     Mogłabym w tym miejscu powtórzyć mniej-więcej to co napisałam w przypadku nieudanego seksu. Mamy tu rajską ekstazę w nazwie i ok, efekt tuż po nałożeniu jest wart grzechu - tutaj nie będę się spierać. Niestety mam ten sam, a nawet większy problem z trwałością, jak w przypadku pierwowzoru. Nie było chyba takiego dnia, żebym nie musiała poprawiać makijażu po wejściu do biura. Jest to jeden z najmniej trwałych tuszy, jakie miałam. 
     Dodatkowo wysycha w tubie w ekspresowym tempie. Trzeba go wymieniać średnio co miesiąc, bo niestety po kilku tygodniach jest tak suchy, że ledwo daje się nałożyć na rzęsy...




Czy polecam:
Nie, nie, nie. Nietrwały w dwójnasób. Nie mogę na nim polegać, nie mogę go również polecić. Niestety.


     Ciekawa jestem jak wiele z Was miało okazję używać któregokolwiek (lub obu) z dzisiejszych gagatków. Jak wrażenia? Być może miałyście z nimi lepsze doświadczenia niż ja?


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*


16 komentarzy:

  1. nie miałam z żadnym z nich do czynienia, ale miałam swojego czasu cztery różne maskary L'Oreal i trzy z nich właśnie okropnie się na mnie rozmazywały :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie można się wycwanić i sięgnąć po wodoodporny tusz, ale one z kolei często są bardzo trudne do zmycia. Poza tym, być może na wyrost, założyłam po tym jak bardzo długo używałam Maybelline Lash Sensational, że i niewodoodporne tusze potrafią być trwałe i niezawodne w rozmaitych sytuacjach. Tak samo tusze z Bourjois były pod tym względem bardzo dobre. Może po prostu jestem rozpieszczona ;)

      Usuń
    2. Nie lubie wodoodpornych maskar,wlasnie ze wzgledu na ciezkie zmywanie :) a Lash Sensational to jeden z moich ulubiencow :)

      Usuń
    3. No to mamy tak samo :)

      Usuń
  2. Zdecydowanie moim zdaniem sex lepiej wygląda ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda super, tylko niestety reszta leży :P

      Usuń
  3. Miałam tańszego L'Oreala i bardzo go lubiłam, na moich rzęsach wyglądał naprawdę ładnie (przede wszystkim mocno je podkreślał). Nie miałam kompletnie żadnych problemów z trwałością w ciągu dnia, niekruszył się u mnie ani nie rozmazywał, ale szczerze mówiąc mało który tusz sprawia mi takie problemy. Przyznaję jednak rację co do faktu, że szybko wysycha w opakowaniu, bo u mnie pod dwóch miesiącach był już bardzo suchy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo on wygląda cudownie na rzęsach! Tutaj nie mam do czego się przyczepić. Ale jak pisałam, mam wrażliwe oczy, które często łzawią. Z większością nawet nie wodoodpornych tuszy nie mam w związku z tym problemu, ale tutaj niestety nie było tak różowo.

      Usuń
  4. Żadnego z nich nie miałam, ale wcale mnie nie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. :DDD Dość niekonwencjonalne podejście, ale czyta się sympatycznie! :D ❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Na ten L`Orealowy Paradise miałam ochotę, mniej zapotrzebowania, bo zapasów maskarowych sy narobiłam że hej! Odpuściłam, mimo iż recenzje kusiły. Szkoda, że u Ciebie tak nieudolnie wypadł, wygląda na rzęsach świetnie :) Seks Too Faced zresztą też robi ogromne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe, że u Ciebie obyłoby się bez moich problemów, bo większość z nich wynika z tego, że mam nadwrażliwe oczy. Po prostu potrzebuję kosmetyków "na sterydach" ;)

      Usuń
  7. Efekt na rzęsach świetny, ale jeśli tusz się osypuje, kruszy i rozmazuje jest u mnie skreślony.. nawet gdyby rzęsy do samego nieba robił. Nazw chyba nawet komentować nie potrzeba, podpisuję się obiema łapkami pod Twoją opinią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tak jest tutaj - wspaniały efekt, niestety kompletnie nietrwały. Wielka szkoda, bo niesamowicie podkreślają rzęsy!

      Usuń

Dziękuję za Wasze komentarze - współtworzycie klimat tego miejsca.
Jednocześnie proszę, nie reklamujcie swoich blogów w komentarzach. Chcecie, żebym Was odwiedziła - bywajcie, komentujcie, bądźcie kreatywni.

Reklamy, linki do blogów, nachalne zaproszenia, czy inne formy autopromocji będą usuwane. Szanujmy się.